Płomień nadziei

Karawana i zasadzka

sesja druga

Podróż w śniegu z karawaną prowadzoną przez Patię; z nią i mną (Melasunem) na zmianę na szpicy.

Czujne oczy elfa dostrzegły ślady grupy ludzi idących parę dni przed nami.

Niestety nie mogę być czujny zawsze – w nocy (gdy spałem, a wartę trzymali Anais i Bjorn), ktoś podkradł się do obozu, zniszczył większość strzał mroźnemu elfowi i – jak się później okazało – podrzucił pasożyta jednemu z krasnoludów. Po obudzeniu sprawdziłem ślady i dowiedziałem się, że sprawca miał przynajmniej paru kolegów, jednak było już za późno by ich ścigać.

Wyruszyliśmy w dalszą drogę. Gdy jeden z krasnoludów przewrócił się ze zmęczenia dowiedzieliśmy się, że jego ciało oblazły robaki lodowe. Niestety, nie spotkawszy ich wcześniej, nie byliśmy  w stanie uratować biedaka.

Niedługo potem Patia wróciła ze szpicy ogłaszając, że idą ku nam zbójcy. Zarządziliśmy formacje obronne.

Do czasu ich przybycia – a było ich 25 – zdążyliśmy ustawić wozy w okrąg i stworzyć prowizoryczne schronienia przed strzałami.

Najpierw jednak spróbowaliśmy dyplomacji prowadzonej przez Gobena. Dała nam tylko więcej czasu w oczekiwaniu na ratunek – nasze modły zostały wysłuchane, bo za liniami wroga została zobaczona postać skradająca się do nieprzyjaciela.

Opracowany został prosty plan: krasnoludy i lodowy elf zaatakują jedną grupę bandytów, nasza grupka drugą, a potem postaramy się pośpieszyć nieznajomemu na pomoc – jeśli on też zaatakuje, na co liczyliśmy.

 

Comments

karol1312 grzesiek

I'm sorry, but we no longer support this web browser. Please upgrade your browser or install Chrome or Firefox to enjoy the full functionality of this site.